W ZIMOWEJ OSTOI

Dziś żyje w puszczy około 100 tych największych przedstawicieli jeleniowatych. Pożywiają się one spałując, to jest odzierając korę z drzewek. W zimowej ostoi łosi, po której oprowadzał mnie gajowy KPN pan Władysław Pichel, sosenki i jałowce wyglądały bardzo mizernie. O ile ślady spałowania, odciski racic czy bobki łosia spo­tyka się często, o tyle trudno wypatrzyć samego króla puszczy. Białawe nogi nikną wśród pni brzóz, sierść ma identyczną barwę jak kora sosny. Poza tym łoś nie przepada za turystami. Choć przyzwyczaił się do hałasu odrzutowców, przed ludźmi nadal chowa się na niedostępnych bagnach. Zresztą spotkanie z łosiem wcale nie musi się dobrze skończyć dla turysty. Kiedyś szczęście mi dopisało – podeszłam stosunkowo blisko do klępy (samicy) z małym. Klępa, strzygąc uszami, zrobiła wolno parę kroków w moją stronę. Potem krótkim chrząknięciem przy­wołała łoszaka i znikła z nim w gąszczu. Nie zdawałam sobie wów­czas sprawy z grożącego niebezpieczeństwa. Kiedy łoś kładzie uszy po sobie, to znaczy, że jest gotów zaatakować. A uderzeniem prze­dnich badyli (nóg) potrafi zranić śmiertelnie nawet wilka.

Znalazłeś się tutaj dzięki poniższej frazie kluczowej:

Hej, mam na imię Dawid i witam Cię na moim blogu. Wpisy, które będę tu dodawał, bezpośrednio będą odnosiły się do tematu mieszkań. Serdecznie zapraszam Cię do lektury 🙂
Wszelkie prawa zastrzeżone (C)